• (0)

    Tajemnica wiatrowego płaszcza

    HAMBURSKI PORANEK

    Hamburg każdego poranka jest zimny,
    twarze ponure,
    bez gołębi na dachu,
    bez malutkich jesiennych ptaków.

    Z okruszkami w dłoni,
    dopóki stoisz w oknie,
    rzuć i dla mnie coś,
    belgradzkim ptakom o świcie!

    Gdzie nie ma ptaków, nie ma tam ni ludzi!

    Hamburg, 22 grudnia 1991 r.

    TAJEMNICA WIATROWEGO PŁASZCZA

    Na szybie mróz palcami zostawił zimy ślady,
    luty pod oknem już niecierpliwie czeka,
    wiatr w kieszeni starego płaszcza
    ukrył jej imię.

    Jego płacz po ulicach słychać,
    z daleka.

    Tylko gwiazdy wiedzą, dlaczego wiatr płacze tej nocy,
    dopóki wszyscy mu drzwi zamykają przed nosem,
    on wzdycha, silniej niż z bólu,
    bez ani jednego przyjaciela,
    bez siostry, bez brata.

    A kiedy ta burza minie,
    tajemnica pozostanie w kieszeni wiatrowego zimowego
    płaszcza,
    i to serce kiedyś wreszcie przestanie się,
    od miłości do miłości, jak żebrak, błąkać…

    Luty niecierpliwie czeka, pod oknem, zmęczony,
    na poranek…
    nie ma lekarstwa lepszego niż miłość,
    miłość umie zranić,
    rany leczyć,
    i pisać wiersze wybrane…

    31 stycznia 2023.

    POCIĄG DO SZTOKHOLMU

    Stoję na peronie w Hamburgu.
    Jest napisane…
    Warszawa, Berlin, Praga…
    Też komuś i ja najdroższym byłem!
    Poprad, Słowacja, Serbia, Belgrad… Byłem naprawdę
    młody!
    Znowu Warszawa…
    Tam, jedna z moich wielkich miłości,
    śpi wiecznie!
    Kołobrzeg…
    Tam, pewnej zimy,
    całowałem Lilię,
    wtedy jak padał śnieg nad bałtyckim morzem…

    Nigdy nie byłem w Sztokholmie,
    co tam ciekawego?
    Jakby ktoś mi włożył swój bilet do kieszeni!?!
    Może dobiegają końca poszukiwania tych oczu?
    I napisane jest jakimiś niewidzialnymi literami…
    ŻYCIE JEST PIĘKNE…
    jak droga do Sztokholmu…

    Może właśnie tam czekasz na mnie…

    Hamburg, 24.6.2023.

    POETA WIEJSKI

    Odchodzi ostatni wsi poeta,
    smutny, błotnistą drogą,
    bez żadnego eleganckiego garnituru
    w swojej walizce małej.

    W kącikach swych oczu
    ukrył krople nieskończoności,
    a w winie on poezję z miłością
    splątał nićmi.

    „Żegnajcie” – powiedział do wiejskich psów,
    z jakimś uśmiechem bez śmiechu.
    W duszy nazbierała się zima,
    ślad wszystkich dawnych porażek.

    Pozostało opadłe siano
    tuż przy pierwszych domach,
    a on jak prowadzony we śnie,
    ścieżkami wiecznego bezdroża.

    Wrócę – wypowiedział cichutko,
    chociażby ze spuszczoną głową.
    Zapada wieczór powoli.
    Odchodzi ostatni wsi poeta!

    Hamburg, 28 grudnia 1991.

    MATCE

    Wylała wypełnioną szklankę, kropla,
    i spływa jak łza z oka matki.
    O świcie, jak wielką tajemnicę,
    ból jakiś rozdziera duszę głęboko.
    Nie ma już tej ciepłej dłoni,
    by delikatnie przeczesała włosy moje,
    by jednym spojrzeniem odpędzić wszystkie troski.
    Nie ma, nawet się nie przyśni.
    W starym płaszczu, jakbym ją widział,
    staruszka ulicą pochylona idzie,
    a ja się mojego cygańskiego życia wstydzę.
    Bawię się i myślę: pieniędzy czy dość ma?
    Tylko ona potrafiła przywrócić uśmiech,
    dostroić klawisze w duszy spojrzeniem,
    matka, której już nie ma,
    matka zbłąkanego poezji syna.

    Hamburg, 4 października 2022.

    810 rsd
  • Zgužvana sećanja u čaši vina
    (0)

    Zgužvana sećanja u čaši vina

    MAJCI

    Prelila se kap preko čaše,
    klizi kao suza iz majčinog oka,
    u zoru ko najveća tajna,
    bol neka razdire dušu duboka.
    Nema više te tople ruke
    da nežno kroz kosu mi prođe,
    jednim pogledom otera sve muke,
    nema, ni u snove da dođe.
    U starom kaputu ko da je vidim,
    ulicom pognuta prolazi stara,
    boemskog života svog se stidim,
    dok ja lumpujem, ima li para?
    Samo je ona znala da vrati osmeh,
    da dirke duše pogledom naštima,
    majka koje više nema,
    majka zalutalog poezije sina.

    SELO SPAVA

    Kao rosa što klizi s lista
    mladog kukuruza
    iznad naše stare kuće,
    niz moje lice kotrlja se suza
    vrela kao gutljaj rakije vruće.
    A selo spava, tamo daleko,
    u oku mome tuga i seta,
    da li me možda još čeka neko
    kome treba boem i poeta?
    Kad prvi petli najave zoru
    i lavež pasa probudi selo,
    kao da vidim majku na prozoru,
    s rukom naslonjenom na umorno čelo.
    A nema stare odavno više,
    ni oca nema da rakiju natoči,
    iz oka mog klize tople kiše,
    oblaka sećanja, pune su oči.
    Selo spava tamo daleko,
    da li mene tamo još čeka neko?

    SUTON JESENI

    Dok prvi sneg polako pada,
    mesečina obasjala put,
    na čokote starih vinograda,
    okačio mesec jesenji kaput.
    U smiraju dana drema selo,
    vetar s breza poslednju haljinu skida,
    bagremu skinuo svečano odelo,
    vetar bez morala, bez trunke stida.
    Sve ovde kao da je noćas stalo,
    dok prvi sneg polako pada,
    okačio mesec jesenji kaput,
    na čokote starih vinograda.

    KO ZNA… MOŽDA SE VRATIM

    Čeka Srbija,
    zavičaj čeka,
    majka na prozoru,
    Kolubara reka…
    Stari Žuća,
    dotrajala ograda od pruća,
    na stolu rakija vruća,
    oronula očeva kuća
    čeka…

    Čudna ova sudbina neka
    čeka…
    A ja se možda nikad vratiti neću
    izdaleka…

    VRBOVICA POTOK

    U daljini senke drveća se njišu,
    mesec do kolena zagazio stidljivo u plićak,
    veče miriše na prolećnu kišu,
    niz stepenice beskraja tiho silazi mrak.

    Kupaju se gole želje u zenici oka,
    sećanja na vreme dok smo bili mali,
    pored bistrog seoskog potoka.

    Siromašni bili smo, ne znajući
    da sva bogatstva ovog sveta,
    sva bogatstva mi smo imali.

    Vrbovica potok,
    u detinjstvu beše naša reka,
    beše more naše,
    došla druga, sad, vremena neka,
    uspomene samo nam ostaše.

    Potok na mesečini,
    što u rodnom kraju na nas čeka…

    720 rsd
  • Zvezde u praznom džepu
    (0)

    Zvezde u praznom džepu

    KORACI

    Hamburg, 18. 11. 1991.

    Korake neke čujem
    duša mi treperi cela,
    da l’ to na mesečini
    šapuće breza bela?

    Napolju mraz i tama
    u parku crni se klupa,
    sa sjajem u oku samoj
    da li ti srce lupa?

    Beli anđele, noćas
    šta rade naše staze,
    dok stopala vremena
    po meni lagano gaze?

    Skupi bar malo snage,
    vremena valjda biće,
    obiđi uspomene drage
    za našim stolom naruči piće!

    HAMBURŠKO JUTRO

    Hamburg, 22. 12. 1991.

    Hamburg svakog jutra
    hladan, smrknuta lica,
    bez golubova na krovu
    bez sitnih jesenjih ptica.

    S mrvicama u šaci
    dok stojiš na prozoru,
    za mene nešto baci
    beogradskim pticama u zoru!

    Gde nema ptica, nema ni ljudi!

    ULIČAR S GITAROM

    Hamburg, 7. 4. 1992.

    Stari uličar s gitarom
    na uglu moje ulice,
    s nekim urođenim darom
    mazno prebira žice.

    Limena kutija stoji
    tu ispred nasmejanog starca,
    prolaznika čitav krug
    svaki mu novac baca.

    A on u stihu sav
    pogledom nebo šara,
    i svaki oblak plav
    ljubi njegova gitara.

    Stari uličar s gitarom
    oko podne uvek dođe,
    uz njegovu pesmu setnu
    svaki dan mi ko tren prođe!

    HLEB

    Hamburg, 8. 3. 1992.

    Usnule trepere breze
    noćni povetarac tiho pevuši,
    osetih miris rodnoga doma
    buđenje proleća u duši.

    Daleko negde tamo
    u zemlji krvavog neba,
    pojeo bih komad samo
    crnog seoskog hleba.

    I bilo bi možda sreće
    više nego ovog trena,
    kad osetim u proleće
    teret davnih uspomena.

    Usnule trepere breze
    noćni povetarac briše mi suze,
    prolećni miris rodnoga kraja
    život od mene uze…

    ZVEZDE U PRAZNOM DŽEPU

    Hamburg, 21. 3. 1992.

    Dve zvezde u praznom džepu
    stisnuh drhtavom rukom,
    hamburšku noć mokru i slepu
    zamenih za rodni dom.

    Orošena duša od plača
    u oku miriše jug,
    sudbina od bola jača
    nikad mi ne beše drug.

    Umoran u cvetu mladosti
    na žutom lišću jeseni,
    svodim račune života
    dok oblaci umiru sneni.

    Boemska je ovo duša
    biće poeta još,
    sa zvezdama u praznom džepu
    jer život je ovaj loš!

    720 rsd